Najgorzej jest w piątki. Matki Parafialne startują o godzinie, o której potrafię być jeszcze w łóżku (czyt. - o 8.45). W pozostałe dni jestem w stanie zostawić za sobą mieszkanie w jako takim stanie, w piątki raczej mi się to nie zdarza. Kawa wypijana w łazience w piątki jest koniecznością, w pozostałe dni staje się nawykiem. Stawiam ją na szafce i łyknę sobie, kiedy idę tu i kiedy wracam, łyknę zatrzymując się przed lustrem, i biegnąc wte, i biegnąc wewte. Rano łazienka jest zawsze po drodze. Nie wiem jakim cudem, skoro mam ją na końcu mieszkania.
